Minęło już sporo czasu od śmierci moich rodziców... A ja ? A ja jak co dzień przed snem , powracam do tego jednego z najgorszych dni w całym moim życiu. Kiedy tracąc rodziców najważniejsze dwie osoby w moim sercu, myślałam że straciłam również jedną z najważniejszych mi osób... Moją małą kochaną siostrzyczkę Amy. Niby się już z tym pogodziłam i nie męczy mnie to już tak jak miesiąc temu... to wciąż to rozpamiętuje , mimo że Lou powtarza wciąż " Nie warto do tego wracać , teraz jest już coraz lepiej." To ja be zmiennie , czuje jakby to było zaledwie wczoraj...
* RETROSPEKCJA *
Śpiewałam wyznaczoną piosenkę przez Jury... Byłam pewna że rodzice mnie oglądają podczas lotu , tak jak obiecali. Dawałam z siebie wszystko po ukończeniu wsiadłam w pierwszą lepszą taksówkę... Odjeżdżając z pod studia X-faktora byłam pod wpływem tylu wspaniałych emocji. Towarzyszących mi od samiutkiego rana. Dzisiaj wracają moi rodzice , to nie samowite jak bardzo się za nimi stęskniłam w przeciągu tych ostatnich 4 dni. Nie wspominając o mojej kruszynce Amy , jest wspaniałą siostrzyczką ... ona wręcz szaleje z radości zarażając wszystkich do o koła swoją pozytywną energią. Dojechałam na miejsce w góra pół godziny . Skierowałam się w stronę swojego , jak na razie pustego królestwa. "Jak na razie" mówię tak bo za kilka godzin mają być rodzice a dwa domy dalej u zaufanej sąsiadki czeka na mnie moja mała kruszynka Amy to moja siostrzyczka nie mogłam jej samej zostawić w domu więc poprosiłam ją o pomoc w opiece nad małą chciałam się skierować w stronę wymienionej wcześniej sąsiadki po Amy. Ale daleka już ujrzałam sylwetkę swojego kochanego kuzynka , którego pojawienie się , nie co mnie zdziwiło a za razem bardzo ucieszyło. Podeszłam bliżej , nie zdążyłam się z nim przywitać bo zaraz rzucił mi szię w ramiona . Mocno tuląc do swojej klatki piersiowej . To raczej nie wróżyło nic dobrego . Zaraz , czy on ... płacze ? Moja dezorientacja obecną sytuacją , to raczej za mało powiedziane . Po chwili odsunęłam go lekko od siebie ocierając przy tym jego wciąż , spływające łzy po obu zaczerwienionych od chłodu policzkach ...
- Stało się coś ?
Szepnęłam najczulej jak tylko to możliwe , pocierając lekko kciukami jego zimne policzki.
- ta`tak
załkał pociągając nosem . Nie poznawałam go w takim stanie , owszem zawsze bywały takie dni w których był smutny , zresztą jak u wszystkich , ale nigdy aż taak... Powoli zaczynałam się czuć coraz bardziej przerażona , tą obecną sytuacją.
- Louis ... powiesz mi kuzynku ?
Szepnęłam zabierając dłonie z jego polików.
- Przy' przykro mi , nawet nie 'nie wiesz , ja 'jak bardzo.
Po tych słowach spojrzałam na niego zdezorientowanym wzrokiem nie wiedziałam co mu się stało ...
- Lou.. - wyszeptałam złączając nasze dłonie , spojrzał na mnie wzrokiem pełnym bólu i smutku ciężko było patrzeć na niego w takim stanie . Po czym z powrotem spuścił wzrok wpatrując się w swoje buty. Postanowiłam zadziałać ...
- Nie rozumiem słoneczko... nie rozumiem czemu płaczesz.
- Ja...
Nie dokończył po prostu znów się do mnie przytulił , miałam ochotę i ja się rozpłakać tak cholernie mnie to bolało. Jest moim kochanym kuzynkiem. Co tu dużo mówić , jego stan był w tym momencie krytyczny. Czułam jak się do mnie przytula , szlochając w zagłębieniu mojej szyi. Bałam się , że jak się dowiem z jakiego powodu jest w rozsypce... Sama nie będę w lepszym stanie , a z tego co wiem ja nie jestem jedną z tych "Twardych" ludzi którzy pozbierają się w przeciągu kilku dni. To już w tym momencie nie był mój Lou... Ten szalony , nie przewidywalny , wiecznie uśmiechnięty creyzolek. To nie był mój kuzyn... Nie w tym wcieleniu. Odsunęłam go leciutko od siebie złączając ponownie nasze dłonie , patrzył na mnie tymi swoimi ślicznymi oczkami , mimo tych wszystkich łez które wylewał ... Uśmiechnęłam się do niego leciutko bawiąc się jego palcami , wiem trochę to śmieszne , ale miałam już ten nawyk. Chciałam coś powiedzieć ale zwróciłam uwagę na gazetę , z wielkim nadrukiem wystającą ze skrzynki pocztowej. Była za głową Louis'a , wychyliłam się na bok zerkając na nią. ( czysta ciekawość ) Na samej górze gazety , wielkimi czerwonymi literami było napisane " NIE WYJAŚNIONA KATASTROFA LOTNICZA " z przerażeniem w oczach puściłam ręce kuzyna . Na co się zdziwił , spojrzał na mnie , po czym, przeniósł wzrok na gazetę w którą od chwili się wpatrywałam ... Po przeczytaniu nagłówka , spuścił głowę a po jego polikach spłynęła kolejna porcja łez. Widząc jego reakcje o drazu pobladłam, zrobiło mi się słabo na myśl kto mógł być właśnie w tym... do oczu o drazu nabrała się nie zliczona ilość nie proszonych małych kryształków które za wszelką cenę chciałam powstrzymać... Co wtedy poczułam ? miliony sztyletów wbijających się w moje serce... Rodzice , Oni... Oni są w samolocie ... nie czekałam dłużej musiałam się upewnić.
- L' louis
Szepnęłam biorąc gazetę zza jego głowy drżącymi rękoma. Z coraz większym przerażeniem i jak już wcześniej wspomniałam , łzami w oczach. Nerwowo przeglądałam strony , w poszukiwaniu jakiś głębszych informacji na temat tej " Katastrofy ". Gdy już znalazłam listę URATOWANYCH I... sami wiecie , usłyszałam szept Louisa.
- T' tak mi przykro , two' twoi...
- Proszę... - Szepnęłam przerywając mu - nie kończ...
Wymawiając ostatnie słowo poczułam już spływającą , swobodnie łze po moim prawym policzku. Już nic nie powiedział po prostu się we mnie wtulił ... Właśnie tego teraz potrzebowałam.
- Moi rodzice Louis...-szlochałam wtulona w kuzyna- moi rodzice...
Ledwo szepnęłam opadając na ziemie z gazetą w dłoni.
- Skarbie...-wyszeptał- tak mi przykro...tak bardzo mi przykro...wiem co teraz czujesz , rozumiem cie... poradzisz sobie.
Mówił już o wiele spokojniej tak właśnie myślałam ... On już się pozbierał ... Ale kto pozbiera mnie... Spojrzałam na niego unosząc głowę do góry. W ręku wciąż ściskając gazetę. Byłam z Louis'em bardzo blisko jestem szczęściarą mając takiego kuzyna jak wcześniej zauważyliście zwracamy się do siebie zdrobniale jak Słoneczko , skarbie itp.. Może nie powinno tak być bo jesteśmy kuzynostwem ale za to jakim bliskim...zawsze był obok gdy tego potrzebowałam zawsze... odkąd pamiętam spędzaliśmy każdą wolna chwile ze sobą razem chodziliśmy do sql, razem odkrywaliśmy wiele nowych rzeczy, i razem przeżyliśmy swoją pierwszą miłość ja pocieszałam go gdy miał kłopoty z dziewczyną a on pocieszał mnie gdy miałam kłopoty z chłopakiem .:) Później jednak się rozstaliśmy ciocia znalazła nową prace przez którą musieli się wyprowadzić na drugi koniec miasta mimo tego że nie widywaliśmy się codziennie kontakt został taki sam z czasem nawet lepszy.. a teraz po śmierci rodziców w co trudno mi uwierzyć.. i nawet nie chce dopuścić tej myśli do głowy chce być jeszcze bliżej niego.. Potrzebuje czułości i opieki a Lou zawsze mi to zapewniał jest moim skarbem. Jak i Amy mojej siostrzyczki też kocha swojego kuzynaa... Patrząc na niego widziałam w tych pięknych niebieskich oczętach tyle bólu. Ale też współczucia i troski. Po chwili przenosząc wzrok na imiona moich rodziców wypisane w rubryce " ZGINELI " . Czekałam na kogoś z ukrytej kamery ... Na kogoś , kto wyskoczy z ukrycia , krzycząc głupie " Mamy cie !" lub coś w tym stylu liczyłam na to że przede mną staną rodzice cali i zdrowi ... Jednak nadzieja matką głupich.
- Clarii...Wiesz że muszę to powiedzieć , nie chce cie krzywdzić , wiem jak ci ciężko...Ale przed tym nie da się uciec jak nie o demie , usłyszysz to od kogoś innego... Usłyszysz że twoi rodzice nie żyją...
No i stało się , usłyszałam to czego tak bardzo się bałam... To! przed czym tak bardzo chciała bym się obronić. Gdybym wiedziała... Gdybym po prostu wiedziała o tym cholernym wypadku. Nigdy by tam nie wsiedli , Nigdy nie znaleźli by się w tym zasranym samolocie , w tej cholernej maszynie ... Jednak kto by to przewidział życie jest pełne "Niespodzianek " tylko czemu akurat los musiał mi sprawić taką niespodziankę ? Już wiem ! może dla tego że życie to nie jest jakiś zasrany koncert życzeń ! Louis już nic nie mówił ... po wypowiedzianych słowach z przed kilku sekund , z nów się rozpłakał podnosząc mnie z wilgotnej ziemi. Nie to nie może być tak ! to wszystko nie powinno się zdarzyć ...
- Nie ! - krzyknęłam - to nie możliwe , to nie prawda ...
Łkałam co chwila zanosząc się w wypowiedzi.
- Słyszysz ! to nie prawda !!
Krzyczałam rwąc gazetę w najmniejsze kawałeczki. Nie obchodziła mnie ilość ludzi patrzących jak na jakąś cholerną scenkę filmową . Nie dopuszczałam do myśli tego co stało się tak nagle i co najgorsze nie odwracalnie...
- Nie zostawili nas samych , nie opuścili by nas ...
Stałam roztrzęsiona wdychając głęboko powietrze , którego tak mi teraz brakowało stałam ... i patrzyłam na resztki po podartej gazecie. Nie mogłam pojąć co się właściwie ze mną działo , przecież dla mnie wszystko było możliwe , wszystko...
- Myszko... usłyszałam głos kuzyna . Zawsze tak mówił próbując mnie pocieszyć jednak , ja wiem że tym razem tak łatwo nie będzie. Spojrzałam na niego objął rękoma moje policzki gładząc leciutko kciukami. To była od zawsze moja metoda pocieszania , jak widać teraz także Louisa ... Patrzyłam na niego z wielkim bólem w oczach a poliki miałam już tak wilgotne od co chwila nowej spływającej łzy... On stracił Ciocie i Wujka rozumiem że też mu ciężko , najgorsze jest to że to byli moi rodzice ...
- Ćsii - wyszeptał ocierając mi łzy - Już dobrze , przejdziemy przez to razem nie zostawię cie , słyszysz nie zostawię...
Ostatnie słowa wypowiedział głosem przepełnionym cierpieniem. Jednak czułości w nim nie zabrakło... i to właśnie był ten mój kochany kuzynek. Troskliwy , w każdej nawet najgorszej sytuacji. Zaraz a gdzie ?...
- Amy !
Krzyknęłam kierując się w stronę domu sąsiadki , z którą została pod moją nie obecność.
- Nie ma jej ...
Szepnął Lou ledwo słyszalnie zatrzymując mnie za nadgarstek. Tego było za dużo ... rozpłakałam sie już na dobre
- C' co ?
Zachlipałam , nie wytrzymując już tego piekielnego dnia. I pomyśleć że zaledwie godzinę temu skakałam z radości ten dzień który miał być najszczęśliwszym dniem ,stał sie najgorszym z koszmarów. Przeczesałam nerwowo włosy patrząc na Louisa za równo po moich jak i po jego polikach leciały słone łzy . To są jakieś żarty pomyślałam ... i tak też zwróciłam sie do Louisa
- Kiepski żart kuzynie !
Warknęłam wyrywając się z jego uścisku , w poprzednio wybranym kierunku. Zwyczajnie bym go tak nie potraktowała , nigdy bym tego nie zrobiła . Ale miałam już tego serdecznie dość , to wydarzenie strasznie źle na mnie wpłynęło przez to bałam się że skrzywdzę najbliższe mi osoby , mówiąc coś co nie powinno mieć miejsca. Gdzieś w głębi wciąż mam szczerą nadzieje że to po prostu jakaś denna gra. W której nie miałam zamiaru uczestniczyć. Miałam nadzieje na to... że rodzice wrócą , muszą wrócić rozmawiałam z mamą zaledwie kilka godzin temu. Obiecali... w domu mieli być wieczorem a jest dopiero 15:00. Jestem pewna że jeszcze wrócą... nie wierze w to że już nigdy ich nie zobaczę. Nie wierze, że już nigdy nie będę mogla się do nich przytulić... Mówiąc jak bardzo ich kocham , po prostu nie wierze... ich straciłam... Błagam nie mogę też stracić Amy. Spojrzałam na kuzyna ostatni raz, przenosząc wzrok na jego dłoń powstrzymującą mój nadgarstek , po czym szybkim krokiem ruszyłam w stronę domu sąsiadki.
- Mówię poważnie Clar...- Zagrodził mi drogę ocierając swoje łzy , wciąż spływające po obu polikach - Chciałbym żeby to był żart...
Ostatnie słowo mruknął pod nosem , jednak dużo mnie to nie obeszło musiałam tam iść dowiedzieć sie co z moją księżniczką. Obiecałam rodzicom że dam rade sie nią zająć i dotrzymam słowa ... Zwłaszcza teraz nie zawiodę ich tak bardzo ich kocham i nie zawiodę... pchnęłam Louisa w bok szepcząc krótkie przepraszam . I już miałam pukać do drzwi , gdy na zewnątrz zobaczyłam panią Mc'Calister (czyt.Mak Kalister) Od razu podeszłam bliżej pytając o swoją ślicznotkę.
- Gdzie Amy ?
Szepnęłam cała roztrzęsiona widząc jej podkrążone i napuchnięte oczy. Jak mi się wydaje od płaczu...? Nie uzyskałam chcianej odpowiedzi na dane pytanie . Stałam tak na przeciwko miłej staruszki jeszcze z dobre 5 minut. Za sobą , słyszałam tylko cichy szept Louisa powtarzającego " tylko spokojnie". Fakt , byłam już bliska wybuchu to za dużo , nawet jak dla mnie , jednak wciąż trzymałam nerwy na wodzy , to w sobie lubiłam zawsze i wszędzie w jakiej kol wiek sytuacji potrafiłam być Oazą Spokoju... Ponowiłam zadane pytanie. Zaciskając usta w wąską linie.
- Kochanie...
Szepnęła łamiącym sie głosem , a jej oczy zaczęły pobłyskiwać w świetle od zgromadzonej ilość łez.
- Co Kochanie ?!
Podniosłam głos jednocześnie puszczając w nie pamięć moją oazę spokoju ... Czy aż tak ciężko odpowiedzieć na jedno głupie pytanie... ? zapytałam sie w myśli
- Nie ma jej
Wyszeptała robiąc krok do przodu w kierunku mojej osoby. Po tym jak zauważyłam samotną łzę , spływającą po purpurowym policzku pani Calister... Jak na zawołanie w mojej głowie pojawiło sie mnóstwo czarnych , najczarniejszych scenariuszy , szczególnie po wiadomości dotyczącej moich rodziców moja psychika nie jest w 100 % normalna nie myślę trzeźwo to za wiele.
- Ja' jak to nie ma jej ?!, miała ją pani pilnować , prosiłam ... tak bardzo prosiłam... nie było mnie zaledwie 2 godziny.
Po wypowiedzianych prze zemnie słowach , wszystkie gromadzące sie na nowo kropelki w moich , jak i za równo pani Calister oczach tak po prostu zaczęły spływać jedna za drugą...
- Oczywiście że pilnowałam.
Wyszeptała , co chwile ścierając łze po łzie.
- Już nic nie rozumiem... W takim razie... gdzie ona jest ?
Szepnęłam zmęczona tym wszystkim schowałam twarz w dłoniach obawiając sie najgorszego.
- Clarii...
Usłyszałam cichy szept tuż za sobą , to był głos należący do Louisa jak zawsze był taki spokojnie kojący , a ja w tej chwili miałam już nieźle zszarpane nerwy ... Przez całą "rozmowę" o ile to można nazwać "rozmową" z pani Mc'Calister Loui siedział cicho , przez co zapomniałam o tym że jest tuż za mną. Tylko on potrafił mnie zrozumieć w tej chwili. Ale co z tego , skoro nie chcą powiedzieć co z moją kruszynką.Nie licząc cioci i kuzyna po stracie rodziców , Mam tylko ją... Jest taka malutka, ma zaledwie 4 latka co mogło sie stać. Gdzie sie podziewa ... Lou jak by czytał mi w myślach , co zdarzyło sie już nie raz zaczął mówić
- Amy jest...
Ucichł. Zamiast dokończyć , po prostu ucichł ...
- Gdzie jest ?
Odwróciłam sie w jego kierunku zadając to pytanie. Zmęczona tymi tajemnicami spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem. Już od kilku godzin nie kontrolowałam łez spływały swobodnie jedna za drugą. Podszedł bliżej zmniejszając całkowicie odległość między nami. Po czym , objął mnie jeszcze mocniej niż kilka godzin temu.
- Ludzie...- zaczął głęboko wzdychając.
- Louis- ponagliłam go , co ludzie ? ...
Znów ta cisza , czy oni nie rozumieją że , cisza ta nie pewność , że to jest gorsze od prawdy ! Zero odpowiedzi. Odsunęłam sie od niego , łapiąc rękoma za materiał jego płaszcza po obu stronach , i patrząc mu w oczy co ujrzałam ? Łzy.. znowu te łzy .. Moja cierpliwość też ma granice którą niestety już przekroczyła
- Louis ! o jakich ludziach mówisz ?!
Pytałam , a raczej krzyczałam szarpiąc jego płaszcz zaciśnięty po obu stronach w moich pięściach. Nie reagował przez chwile , stał przede mną pozwalając na moje zachowanie również zaciskając dłonie w pięściach tak mocno aż jego knykcie nagle pobielały... Spojrzałam na sąsiadkę kontem oka która stała jak wryta nie wiedząc co ma robić . Była w tym samym stanie co ja czy Louis. Przerażenie w tym momencie to mało powiedziane ...
- Ludzie... z O.P.S ją zabrali.
Odezwał sie łapiąc moje ręce szarpiące jego płaszcz. Po słowach które przed chwilą usłyszałam nie wiem czy nie wolałam kiedy milczeli. Wiem tylko tyle że straciłam jaki kol wiek grunt pod nogami.
- Dokąd ?
Szepnęłam ledwo utrzymując władze w nogach.. Jestem pewna że gdy by nie to że Louis wciąż trzyma moje nadgarstki już dawno po raz drugi znalazła bym sie na wilgotnej ziemi.
- Do...- Westchnął nabierając powietrza.- Do adopcji...
Wyszeptał wtulając sie we mnie z całych sił , czułam ... Właśnie co ja wtedy poczułam ? Nic.. kompletnie nic pustkę... z wyjątkiem łez kuzyna kapiących w zagłębieniu mojej szyi. Tymi słowami zabił mnie od środka , tak jak wspominałam nie potrafię wyrazić tego . Co po usłyszeniu tych słów poczułam , to było coś tak okropnego jak wbicie brutalnie noża w najważniejszy narząd zwany sercem... Bezczelnie wyrywając kawałek przeznaczony specjalnie dla rodziny. Stałam jak przykuta do ziemi wciąż wtulona w Louisa nogi odmawiały mi posłuszeństwa jednak musiałam coś z tym zrobić.
- Nie wierze ci ! Nie wierze Wam ! Już w nic nie wierze !
Krzyknęłam wyrywając sie z jego objęć , próbował mnie powstrzymać jednak to wszystko działo sie tak szybko... za szybko. W błyskawicznym tempie wybiegłam na jezdnie z załzawionymi oczyma. Wystarczyła co najmniej sekunda , jedna głupia sekunda gdy usłyszałam pisk hamujących opon , kuzyna wykrzykującego moje imię. I... co wtedy poczułam ? Silny ból z tyłu głowy dzięki czemu wszystkie złe myśli zniknęły zniknęło wszystko co tkwiło w moim umyśle , zniknęły odgłosy krzyczących ludzi... Zniknął głos mojego kuzyna. Wszystko zniknęło , Już nic nie czułam , nic nie słyszałam , nic nie widziałam ... Ogarnęła mnie nie wyobrażalna ciemność.
* Koniec Retrospekcji *
----------------------------------------------------------
--------------------------------------------------------------------
~*~
*Notka dla czytelniczek*
Hej Hej Hejoo ! :* Jak na pierwszy rozdział mam nadzieje że poszło dobrze ... Napisałam go poświęcając czas teraźniejszy głównej bohaterki w którym powraca do wspomnień jak gdzie i dlaczego straciła rodziców .. Może wam się nie podobać bo jest taki trochę sztywny bez żadnych akcji ale chciałam was jakoś bardziej zapoznać z historią jej życia ... Od 2 rozdziału będę już pisać normalnie w teraźniejszości gdzie pozna z Louisem czwórkę chłopaków z X-faktora. Więcej już nic nie zdradzę :) Będzie mi miło i to bardzo jeżeli zechcecie dalej czytać moje wypociny <33 o zwariowanym życiu Claris Collins i jej kuzyna Louisa Tomlinsona <3 Bardzo mile widziane z mojej strony będą również komentarze różnego typu : buźki , opinie , krytyki , czego kol wiek to będzie dla mnie jak poważny zastrzyk adrenaliny ... Dzięki waszym komentarzom będę miała coraz więcej i więcej weny na nowe pomysły wiedząc że wam zależy tak samo jak i mi na dobrych losach naszych kochanych bohaterów ! ;*
No to chyba na tyle już nie zanudzam xx Do następnego miasiaki :* <33 Było by miło gdybym wiedziała że nie pisze tego tylko i wyłącznie dla siebie ♥ Licze na Was z całego Serducha ♥






